Piecostrofa

2015-05-07-2303

Popełniłam jakiś czas temu kilka ulepianek. I myślałam, że chwaląc się nimi, zrobię wielkie „tadam”, takie z rozmachem i pompą, konfetti, serpentyny, balony, czy coś w tym rodzaju. Ewentualnie utworzyłabym „wydarzenie z życia” na fejsie, no ale to niezbędne minimum. W końcu powrót do tworzenia po kilku latach posuchy zasługuje na uwagę, prawda? Nie były to absolutnie lata stracone, lepiłam inną glinę, całkowicie spersonifikowaną, najsłodszą na całym świecie. I codziennemu lepieniu tej małej gliny poświęcam tyle czasu, że na inne brakuje mi czasu. Albo siły. Albo obu naraz. Jak to w dorosłym świecie 🙂

2015-05-07-2301

Po kilku nieudanych próbach lepienia, bo ręce jakieś drewniane, bo pękło podczas suszenia – za ciepło w domu, chociaż okrywałam z uczuciem jak bobasa, bo po prostu coś tam nie wyszło – udało się z sukcesem wypalić na biskwit. Bałam się jak cholera, bo to był debiut pieca, a moje dzieła bezcenne. Nie wiem, czy wiecie, ale taki profesjonalny piec do wypalania ceramiki kosztuje, delikatnie mówiąc, niemało i wzwyż. Nawet nie marzyłam o posiadaniu własnego. Jednak mój cudowny mąż znalazł magiczne rozwiązanie problemu –  w kompletnej tajemnicy i całkowitej konspirze przez kilka miesięcy projektował, konstruował i budował dla mnie mój własny piec! Dla mnie, amatora, który lubił sobie czasami coś tam pokleić. Po prostu odebrało mi mowę, nie sądziłam, że mam takiego zdolnego faceta.

Ale.

Niestety ten mój prezent, choć świetnie wypala na biskiwit w temperaturze ok 950 stopni, ze względów konstrukcyjnych nie poradził sobie z wypałem szkliwa w temperaturze ok. 1050 stopni (co i tak jest wypałem niskotemperaturowym). Piec ma 3 piętra i niestety różnica temperatur między parterem a górą była zbyt duża, a szkliwo zupełnie inaczej zachowało się na każdym z pięter. Nie to jednak okazało się problemem. Ze względu na oszczędności nie miałam profesjonalnych półek do pieca, tylko posklejane z odpowiednich materiałów samoróbki. No niestety, wyposażenie apartamentu i dom pochłonęło tyle, że na takie kosztowne drobiazgi jak wyposażenie pieca nie mam już środków finansowych, kto budował dom – doskonale wie, o czym piszę. Kwestia priorytetów. I w tym pieczołowicie, i szczelnie zapakowanym piecu podczas wypału zawaliły się 2 półki! Większość przedmiotów poprzyklejała się do siebie – nic się nie dało już z tym zrobić. Można tylko wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Dla mnie to katastrofa, niewiele udało mi się uratować, a miało być tak fajnie. Mówi się trudno. Cieszą mnie moje ocalone wypałki. Ten moment, gdy otwierasz piec po szkliwieniu – bezcenny 🙂

2015-05-07-2300

Majówka 2015

2015-05-03-2272To był, bez wątpienia, bardzo intensywny i bardzo miły weekend, pełen nowych doświadczeń, znajomości, pracy zarówno przyziemnej jak i bardziej twórczej. Chyba odzwyczaiłam się od takiego tempa, ale jednocześnie jest to bardzo napędzające. Lepiłam, rozmawiałam, poznawałam – wśród  (około)lądeckich mieszkańców jest sporo interesujących ludzi, artystów różnych sztuk. Zaskakujące, że tak dużo fantastycznych ludzi porzuciło duże miasto na rzecz prostego życia na wsi. No coś w tym musi być, prawda?

Jakoś tak wyszło, że z warsztatów na lądeckim rynku nie mam ani jednego zdjęcia, może to dlatego, że przez kilka godzin miałam ręce całe uwalone gliną, dzieciaki bawiły się nieźle, lepiły i chętnie zabierały swoje zupełnie jeszcze mokre ulepianki ze sobą, byliśmy zadowoleni. Dziś postanowiłam nadrobić dokumentację fotograficzną – w ukwieconym Rezerwacie, pracowni ceramicznej prowadzonej przez mojego nowego znajomego…

2015-05-03-2261Pracownia mieści się w starej stodole, tu mieszka i popełnia swoje ceramiczne twory Sławomir Orlicki, czyli Orzeł. Jest to miejsce ciekawe, bardzo malownicze, absolutnie nieoczywiste. Twórczy nieład i chaos krzyczy i inspiruje, zachęca do pracy.2015-05-03-2260

2015-05-03-2259

2015-05-03-2269Kwitnące krzaczory idealnie komponują się z ceramicznymi dzwonkami

2015-05-03-2282lampami

2015-05-03-2267innymi tworami

2015-05-03-2268Cała pracownia wypełniona jest cudami

2015-05-03-2277

2015-05-03-2274

2015-05-03-2279

2015-05-03-2266

2015-05-03-2263

2015-05-03-2284

2015-05-03-2285

2015-05-03-2280

2015-05-03-2283

2015-05-03-2271

Piękny kafel, prawda?

2015-05-03-2281

To mój żywioł. Co prawda nie mam jeszcze własnej pracowni, ale to nie znaczy, że nie pracuję. Na razie musi wystarczyć stół w jadalni. Dajcie mi czas, a może spodoba Wam się to, co (u)lepią moje ręce. Niedługo dział Ceramika zapełni się kiepskimi zdjęciami, nieustannie robionymi z komórki, moich tworów. Wciąż się uczę, wszak nie mam i nie będę miała wykształcenia kierunkowego, ale czy to jest w ogóle istotne? Jestem amatorem, czyli miłośnikiem, hobbystą, samoukiem – czytam, próbuję, bawię się, testuję. Każdy egzemplarz jest niepowtarzalny, zaskakujący, ale właśnie ten element niespodzianki, gdy otwiera się piec po wypale, jest tak intrygujący. Czekałam na to baaaardzo długo. Niech się dzieją czary 🙂