Carpe Diem, czyli łap wyłącznie świeże karpie ;)

WP_20150918_13_17_11_Pro

Fejsbuk na coś jednak się przydaje, poza tym, że aktywnie promuję tam nasze Siedlisko, nawiązuję kontakty ze starymi znajomymi, od których oddzieliły mnie czas i przestrzeń. Niektóre z tych reaktywacji są naprawdę bezcenne.

Wiosną tego roku odwiedziła mnie dawna przyjaciółka (już wraz z synem). Dawno temu, nie pamiętam już w której erze jurajskiej, jakieś totalne głupstwo, nieporozumienie, patrząc z perspektywy czasu – totalna pierdoła, rozdzieliła nas na wiele, bardzo ważnych dla nas, lat. Jednak zamiast skupiać się na tym, co, być może, straciłyśmy, myślę o tym, co jeszcze możemy zyskać. Za każdym razem, gdy piję kawę, myślę o tej rudej małpie 😉

WP_20150919_10_06_27_Pro

Koniec wakacji przyniósł jednak kolejną niespodziankę. To był ostatni dzień upalnego sierpnia, Jej urodziny, o których ZAWSZE pamiętałam, chociaż od wielu lat żadnych życzeń nie wysyłałam. Kto mnie zna, wie, że mam problemy z zapamiętywaniem dziwnych, urodzinowych i, nie daj pietruszko, imieninowych, dat. Nie obrażajcie się na mnie, po prostu nie przywiązuję żadnej uwagi do cyferek, więc tak tak samo jak ja nie oczekuję od Was pocztówek, laurek czy smsów z prozaicznym „NAJLEPSZEGO”, tak samo ja obdarzam tym nielicznych (wyłączyłam powiadomienia fejsbuka, Wasze urodziny to, moim zdaniem, Wasza prywatna sprawa)

Wracając

Przedstawmy się

J. (aktualnie mieszka w Amsterdamie, ale równie dobrze jutro może to być Tokio, mistrzyni w przyrządzaniu sushi, jak mówi, studia biotechnologiczne niesamowicie przydają się w pracy w kuchni, z zamiłowania podróżniczka, fascynatka wschodniej kuchni i Japonii, w wolnym czasie uczy się języka Kraju Kwitnącej wiśni, prywatnie – piękna, piekielnie inteligentna kobieta – ze swoją aparycją mogłaby pracować jako modelka, od lat szczęśliwa w związku z Takim Jed(y)nym, przebujałyśmy razem całe liceum, razem się śmiałyśmy i razem płakałyśmy, dojrzewałyśmy)

E. (czyli ja, nie wypada mi w tym miejscu walić pieśni pochwalnych, mieszka w Radochowie, ponad 1000 km od Amsterdamu)

W telegraficznym skrócie, darując sobie niepotrzebne dygresje, plotki i pomówienia, złożyłam J. życzenia urodzinowe, jak zawsze, bardzo wylewne i wiele mówiące a na pewno dające duże pole do interpretacji.

E. „Najlepszego – o Tobie się pamięta i bez przypominajek fejsbuka 😉

J. „Heh, nie ma to jak imprezować w ostatni dzień wakacji, co? 😀 Zwłaszcza, że dziś taki burzowy i domowy dzień, akurat na wino”

E. „U nas wciąż gorąco.”

J. „Przyjadę do Pl to też się posmażę, chociaż  pewnie zaraz się ochłodzi, znając moje szczęście…”

E.  „A na długo jedziesz do Pl?
J. „Nie wiem – 4-6 dni wstępnie licząc z podróżą”
E. „Weź mnie kiedyś pod uwagę w swoich planach, wiem, że mało po drodze…”
J. „Teraz szukałam transportu nawet, ale bez skutku, połączenia na zasadzie – o północy będziesz we Wrocku, a potem siedź na dworcu i czekaj na pierwszy pociąg/autobus…”
Pół godziny i kąpiel K., i położenie do łóżeczka później…
J. „E., a powiedz mi co robisz w środę wieczorem i czwartek?
E. (w zasadzie to mi szczęka opadła na klawiaturę i nie mogłam od razu odpowiedzieć, że właściwiwie to mam wolny wieczór i chatę w tym czasie)
 
Dwa dni, jeden lot samolotem, przejażdżkę po Wrocławiu, potem pociągiem, potem autobusem, potem autem później – J. zawitała do naszego domu po raz pierwszy i, mam nadzieję, nie ostatni.
Przywiozła ze sobą przede wszystkim Siebie – i to jest mój najlepszy prezent urodzinowy w tym roku (był to prezent dla nas obu) a także przepyszne sery, które zostały wchłonięte przez nasze wygłodniałe pyszności, jamochłony, K. zarżała na widok kucyków, a w naszym domu zamieszkały kolejne koty – Kot Simona i Lucky Cat.
WP_20150918_13_11_58_Pro
WP_20150918_13_16_30_Pro
Książka została bezcennie spersonalizowana
WP_20150918_13_12_27_Pro
Przygody Kota Simona są bliskie każdemu kociarzowi 😀
WP_20150918_13_14_02_Pro
Od ostatniego, realnego kontaktu z J. minęło chyba z 10 lat – i wiecie co – miałam odczucie, że widziałyśmy się wczoraj.
Fakt, że taka odległość między nami do pokonania  nie była dla J, żadnym problemem – jest dla mnie absolutnie porażający, udowodniła, że chcieć znaczy móc, bez względu na koszty.
Pewnie, że przybyło nam kilka zmarszczek i jesteśmy tak cholernie dorosłe – to nie ma kompletnie znaczenia, wciąż jesteśmy takie same dla siebie, nie ma dystansu i autocenzury, nie umiałabym udawać kogoś, kim nie jestem, Ona też nie. Obie wyrwałyśmy się z toksycznych związków i ułożyłyśmy sobie życie na nowo. I to są naprawdę fajne, choć diametralnie różne życia – who cares – tak jest dobrze.
J., kiedykolwiek będziesz chciała nas odwiedzić lub będziesz potrzebowała pomocy – znasz mój numer, wal jak w dym. Wciąż jesteś moją rodziną 🙂
Reklamy

Krowy na gigancie :)

To był tydzień zwierzęcych ucieczek z zagrody.

Najpierw konie sąsiada biegające swobodnie po łąkach – swoją drogą jeszcze nigdy nie widziałam ich tak szczęśliwych, cudny widok – takie dzikie mustangi.

No, prawie.

A dzisiaj to:

2015-09-13-2985

Nasz trawnik, nasze maliny i brzózki. I stado uciekających krów.

W tle goniący Ktoś.

2015-09-13-2986

Takich gości jeszcze u nas nie było. Szkoda, że nie zeżarły tej suchej trawy 🙂